Nie jesteśmy robotami, czyli nikt nie wysiedzi godzinę przed komputerem

webinar z video czy bez, videocastPiotr Maczuga na swoim blogu napisał świetny post o transmisjach online z konferencji. Polecam przeczytanie całości, bo jest tam masa wartościowych treści (typu: jak to zrobić?) oraz kilka prowokacyjnych myśli, którymi się w 100% zgadzam:

Dziś dwie kamery i analogowy mikser obrazu zastąpiły już jednoujęciowy przekaz. Kto wie, może niebawem pod hotelami w dniach konferencji będą ustawiały się wozy transmisyjne?”

Nie jest bowiem prawdą, że widz on-line jest specyficzną, zdalną odmianą zwykłego uczestnika spotkania – to zupełnie inna kategoria.

Myślę, że kluczem w kontekście realizacji transmisji webcast jest uświadomienie sobie, że montaż wideo to nie tylko edycja filmów z wesel.

Piotr daje wskazówki, jak robić dobre transmisje online a także jak kręcić materiał na przykład z konferencji, który będzie potem montowany i udostępniany offline.

Rozmawiając z klientami słyszę, że nie są zadowoleni ze szkoleń online organizowanych na zasadzie transmisji online. Klienci chętnie przychodzą na pierwsze spotkanie ale nie wracają na kolejne.

Oglądając potem materiał z takiego szkolenia chce mi się wtedy krzyczeć, że nie jesteśmy robotami. NIKT z nas nie wysiedzi godzinę przez komputerem patrząc się na jedno i to samo ujęcie prelegenta.

Warto obejrzeć na przykład dziennik telewizyjny (nie ważne jakiej stacji telewizyjnej)
i zwrócić uwagę na ilość ujęć i ich długość. Do takiego oglądania telewizji jesteśmy przyzwyczajeni. Transmisje konferencji, szkolenia online, to mała telewizja. Krótkie ujęcia. Szybkie zmiany planu. Taka jest nasza rzeczywistość. W takim świecie godzinne ujęcie prelegenta budzi jedynie znudzenie!

Zachęcam więc do robienia profesjonalnych transmisji online, wydarzeń marketingowych oraz szkoleń online. Dlatego polecam przeklikanie się na post Piotra Maczugi a także przeczytanie kolejnego dotyczącego oświetlenia trenera w czasie szkolenia (jeśli się zdecydował już na transmisje video swego wystąpienia).

Reklamy

11 thoughts on “Nie jesteśmy robotami, czyli nikt nie wysiedzi godzinę przed komputerem

  1. No właśnie, a najśmieszniejsze jest to, że ulepszenie realizacji tego typu usług nie jest ani drogie, ani trudne. Transmisja sama w sobie już jest zasadniczym kosztem, więc skoro wydajemy konkretne pieniądze, to chyba lepiej wydać kilka procent więcej, bo zysk jest niewspółmierny. Przykładowo: jeśli na planie jest mikser, to ma on minimum 4 kanały. Dołożenie dodatkowej kamery, choćby skierowanej na publiczność, żeby co jakiś czas pokazać jej reakcje, czy pokazać jak zadawane są pytania z sali; czy po prostu pozwolić widzowi odpocząć od ciągłego wizerunku prelegenta – to żaden wyczyn. To statyw + kamera. Nawet nie trzeba człowieka stawiać. I tak dalej.
    Też spotykam się z opiniami, że pierwsza transmisja to fajna rzecz, ale w drugą nie chcą angażować również organizatorzy eventów. Mówią: wiesz, spróbowaliśmy, fajne, ale to nie dla nas. To jeszcze nie czas… No to kiedy będzie czas? Technologia nigdy nie była tak tania, łatwa w obsłudze i dostępna.

    • Dzięki Piotr za ten komentarz. A jak poszła wam, jeśli mogę zapytać, transmisja z majowego kongresu Kadry? Czy macie jakiś feedback od uczestników oglądających transmisje i od prelegentów?

      • I stamtąd wracam częściowo na tarczy…;-) bo materiały zdecydowaliśmy się udostępniać off-line. Nie było tu problemu technicznego, ani organizacyjnego, ale raczej biznesowy, a to już poza moimi kompetencjami.
        To też potwierdza, że mimo wszystko jest to trudny rynek. To już nie tyle edukacja, co lifestyle.

      • Piotr, offline – masz na myśli, że do odtworzenia na żądanie? czy jeszcze bardzie offline, np. rozdajecie / sprzedajecie to na płytach dvd?

  2. Tak sobie myślę, że to (jak zwykle) nie tyle problem technologii (jej dostępności, etc.), ale ludzi…
    Piszesz Marto o dzienniku… Może nie pamiętasz dzienników sprzed 20-30 lat – one wtedy były właśnie statyczne. Popatrzcie na filmy kręcone przed kilkoma dekadami i teraz – jak zmieniła się dynamika obrazu, sposób kręcenia, czas trwania ujęć, etc. Idziemy krok za krokiem w kierunku tabloidyzacji przekazu – niestety, według mnie…
    Moim zdaniem technika kręcenia/robienia ujęć nie jest najważniejsza – to tylko „pozłotka”. Zły film nie stanie się dobrym tylko dlatego, że go dynamicznie zmontujemy. Przed dobrym, niedynamicznym filmem przesiedzę bez problemu nie tylko godzinę, ale i dwie (np. „12 gniewnych ludzi” robi na mnie wrażenie od dawna, „Primo” – to wynalazek 2011 roku chyba). Przed kiepskim, ale dynamicznym – nie zdzierżę 15 minut.
    Popatrzcie na TED – czy naprawdę jego magia polega na montażu? A może po prostu sztuka wystąpień publicznych prezentowana w Polsce nie dorasta do pięt mistrzom, których tam podziwiamy? Może na naszych konferencjach króluje przeciętność? Przeciętność merytoryczna, warsztatowa, itd.?

    • Panie Marku,
      też nie uważam, że forma załatwi brak treści. Nie chodzi mi o dynamiczny obraz sam w sobie, ale o to, żeby właściwie dobierać środki w celu bardziej atrakcyjnego przekazania tej treści. Sidney Lumet nakręcił 12 gniewnych ludzi w taki sposób, że przez półtorej godziny przysłuchujemy się rozmowom kilku ludzi zamkniętych w jednym pokoju i efekt jest fascynujący. Tyle, że on miał do dyspozycji świetny scenariusz, jeszcze lepszych aktorów i ogromny warsztat. Wiedział gdzie ustawić kamerę, jak poprowadzić aktorów, w którym miejscu ściąć ujęcie. To dokładnie taki sam warsztat jak obecnie, tyle że sposób wyrażania się zmienił.
      My za to mamy prelegenta, który często nawet nie jest świadomy, że na sali jest kamera i jaki jest cel jej obecności tam. Scenariusz jest napisany tylko dla widzów na sali, a warsztat? Hmm, no właśnie… Czy naprawdę przeszkadza w odbiorze, jeśli są trzy kamery zamiast jednej? Czy to źle że realizatorzy na czas dogadają się z obsługą nagłośniania, dzięki czemu np. widzowie będą też słyszeli pytania z sali, a nie tylko prelegenta?
      Inna sprawa to tabloidyzacja. Generalnie telewizja idzie w bardzo złym kierunku i pewnie za parę lat naprawdę nie będzie juz co oglądać poza kanałami tematycznymi, ale liczę na to że widzowie spłyną do Internetu i przestaną działać na skojarzeniach że wideo w sieci = youtube. No i prędzej czy później będzie się trzeba nauczyć maksymalne możliwości jaki dają multimedia.
      Tak sobie też myślę, że dobra i świadoma realizacja to taki trochę blended e-learning. Dochodzą nowe składniki, tym razem formalne, które mogą wpłynąć na proces uczenia się. Oczywiście, że pozytywnie lub negatywnie. Dlatego chciałbym, żebyśmy wszyscy uczyli się i nabierali świadomości co nam wolno, a co nie. To niestety trochę spacer po polu minowym, ale myślę, że warto. Zawsze możemy wrócić do statycznej kamery.
      A tak swoją drogą to niezwykłe, jak ożywają dyskusje między formą a treścią. To chyba dobrze, bo jest ferment 😉 Przypomina mi się warszawski Educamp i to nieszczęśliwe badanie, które (pewnie dlatego, że było źle przeprowadzone) wykazało, że dla użytkowników e-learningu liczy się głównie żeby było ładnie (to bzdura! ale też bym tak odpowiedział, gdybym był pracownikiem banku X, którego szefowie zmuszają do przerobienia niepotrzebnego (jak mu się zdaje) kursu w czasie, gdy mógłby zarabiać). A przecież kurs może być atrakcyjnie zaprojektowany, póki forma nie przesłoni treści.

    • A jeszcze mi się coś przypomniało na poparcie tezy, że świetna treść obroni się w jednym ujęciu. Pamiętacie jak Leszek Kołakowski prowadził w TVP taki cykl „O co nas pytają wielcy filozofowie?”. To był chyba 2004-5 rok. Profesor mówił przez 15 minut prawie bez przerwy, a nie można się było oderwać. I pomyśleć, że wtedy TVP była skłonna puścić coś takiego w normalnych godzinach emisji… Bez zbędnej ekspresji, jeden kadr, jedna kamera, a było rewelacyjne.
      Tyle, że z Kołakowskim już webcastu nie zrobię.

  3. Profesor Miodek potrafi też fascynująco opowiadać „jednym ujęciem” przez dłuższy czas… Takich przykładów jest wiele.
    Absolutnie popieram postulat doskonalenia technicznego przekazu (wiele kamer, zbieranie pytań z sali, światło, właściwe ujęcia). Uważam jednak, że to nie jest najważniejsze. Sądzę, że:
    – po pierwsze trzeba zadbać o merytorykę (ciekawa, adekwatna do grupy docelowej, etc.)
    – po drugie trzeba zadbać o warsztat prowadzącego (sztuka prezentacji),
    – po trzecie (dopiero) o technikę.
    Niestety, organizatorzy wielu konferencji w Polsce raczej nie przykładają wagi do dwóch pierwszych aspektów. Pozostaje więc dbać o ten trzeci…

    • Piotrze, Marku,

      przede wszystkim dziękuję za tę fantastyczną wymianę poglądów 🙂

      Telewizja się zmienia a także sposób kręcenia filmów. Przez to także zmienia się nasze postrzeganie świata obrazu. Dziennik sprzed 20 lat pamiętam – w końcu zbliżając się do 40-stki byłam już wtedy dość świadomą dziewczynką i też coś mi w pamięci z tego okresu zostało 🙂

      Marku, piszesz o TED. Przecież właśnie tam (oprócz genialnych umiejętności prezentacyjnych oraz świetnie przygotowanych prezentacji (!) ) technika stoi na najwyższym poziomie. Obraz z kilku kamer + zbliżenia. Oświetlenie. Profesjonalna scena. Mikrofony bezprzewodowe. To wszystko powoduje, że te filmy się świetnie ogląda.

      Na pewno ich wymowa nie byłaby taka, gdyby (tak jak na jednej z konferencji transmitowanej online, którą widziałam) slajdy były ujmowane tą samą kamerą co prelegent. Więc operator musiał się zdecydować co pokazuje. Zdecydował, że slajdy. Więc z prelegenta było widać tylko czubek głowy (jak akurat nie wyszedł poza kadr).

      I właśnie o budowanie takiej świadomości mi chodzi. Co to jest dobra transmisja online? Pokazujmy, piszmy o tym, bo za moment rynek w PL na te usługi zniknie, bo wszyscy powiedzą, że to trudne, nudne, itp. A szkoda… Ja dzięki m.in. transmisjom i webinarom mogłam się uczyć, kiedy po wypadku nie mogłam chodzić. Myślę, że wiele osób wybiera taką formę kontaktu ze światem z innych, mniej dramatycznych powodów. Ale nie warto przez brak dobrych wzorców zabierać im tej możliwości.

      Budujmy świadomość wśród a) firm robiących transmisje (że sprzedając coś chłam klientowi, budują negatywny obraz usługi jaką jest transmisja online), b) klientów (że oszczędzając nie tylko na technice ale i na przygotowaniu prelegenta i jego prezentacji powodują, że klienci nie poświecą już po raz drugi czasu na nową transmisję), c) klientach (że nie muszą się zgadzać na kiepskie transmisje).

      W dobie internetu (patrz: Slideshare, tu także widać, które prezentacje są świetne, a których nie ma się ochoty oglądać) prezentacje nabrały innego wymiaru, niż w czasach gdy odbywały się dla małego grona i nie „wychodziły” poza salę spotkań. Uważam, że niewiele osób ma tego świadomość. Ale to się zmienia i wierzę, że ze stosownym opóźnieniem dogonimy świat.

      Ale i prezentacja i technika nie pomogą jeśli prelegent nie będzie przygotowany do prowadzenia dobrych prezentacji i świadomy, że na sali jest kamera. Oczywiście są osoby obdarzone charyzmą i wielką wiedzą, którą potrafią przekazywać. Jednak myślę, że i te osoby ćwiczą wystąpienia publiczne oraz pracę głosem.

      PS. Właśnie się rozpoczął webinar pewnej firmy działającej na polskim rynku e-learningu. Slajdy – masa tekstu i wielkie logo firmy. Prelegent mówi coś, slajdy są na inny temat. Niestety 😦

  4. Wychodzi na to, że koniec końców, zmierzamy do tego samego punktu. W 100% się zgadzam z kolejnością i wagą, którą przedstawił Pan Marek:
    „- po pierwsze trzeba zadbać o merytorykę (ciekawa, adekwatna do grupy docelowej, etc.)
    – po drugie trzeba zadbać o warsztat prowadzącego (sztuka prezentacji),
    – po trzecie (dopiero) o technikę.”
    Ja z racji moich zainteresowań patrzę bardziej uważnie na ten trzeci punkt, ale jak się dobrze zastanowić, to wszystko składa się w całość. Scenariusz, aktor, kamera. Tyle, że tu nie ma fikcji literackiej.
    Marta zauważyła, że rynek na te usługi w Polsce może zaniknąć, przez ich niski standard. Żyłem mimo wszystko w przekonaniu, że nic nam nie grozi, bo technologia jest zbyt atrakcyjna, żeby nie udało się zbudować (prędzej czy później) silnego rynku w Polsce. Jednak kto wie? Każdy z nas pracuje w lub dla jakiejś organizacji, czasem sygnowanej własnym nazwiskiem, to wiemy, że budżety nie są z gumy. Łatwo ulec pokusie myślenia, że webcast to łatwizna. Że jak już jest prelegent, to nie ważne gdzie mówi i do kogo itd. Że możemy zejść z ceną za usługę do granic absurdu lub nawet przeprowadzić barter, żeby tylko mieć produkt.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s